- ̳ . Radzima.net :
- , Google Maps - Google ;
- - , , ;
- , / ;
- , XIX ;

Premium .

:

(), () , . .
Kurier Nowogródzki nr 40 z dnia 10.02.1937 r. pisał: Nowy burmistrz Klecka 1937 r. W dniu 30 stycznia roku bieżącego w lokalu Zarządu Miejskiego w Klecku odbyło się posiedzenie Rady Miejskiej, poświęcone w pierwszej części uchwaleniu budżetu na rok 1937 38 oraz drugiej - wyborom burmistrza.
Jeżeli chodzi o budżet, to chociaż w wydatkach zwyczajnych nie preliminowano sum większych, niż w roku 1936 37, jednak dwa działy, szkolnictwo i oświata pozaszkolna oraz zdrowotność i opieka społeczna zostały potraktowane ze specjalną troską o przyszłe kadry zdrowych i uświadomionych obywateli. Skutki tej działalności okażą się dopiero po latach. Gorliwym "ojcom miasta" nie chodzi o natychmiastowy, krótkotrwały efekt, lecz o mocne podstawy, na których opierać się będą przyszłe pokolenia młodzieży. Pokaźne kredyty zapreliminowano na zapoczątkowanie budowy siedmioklasowej szkoły powszechnej i budowę rzeźni.

W globalnej sumie budżet zwyczajny i nadzwyczajny wynosi 65.000 zł . Poza uchwalonymi kredytami z własnych funduszów, Rada Miejska powzięła uchwałę uzyskania pożyczki z funduszu pracy na budowę rzeźni zł. 20.000, szkoły 10.000 zł i T.P.B.S. zł 15.000. O ile odnośne instytucje choć w 50 proc. uwzględnią uchwały Rady, to będzie miało miasto wykończone w roku 1937 dwa bardzo potrzebne i pożyteczne gmachy.
Po uchwaleniu budżetu przystąpiono do wyboru burmistrza, gdyż dotychczasowy pan Jan Kuroczycki z powodu złego stanu zdrowia zrzekł się tej godności i przeszedł na emeryturę. Zgłoszona została jedna kandydatura pana podpułkownika emerytowanego, Chmielewskiego Witolda. Kandydatura ta przeszła jednogłośnie, wykazując u państwa radnych zrozumienie interesów publicznych. Nowy burmistrz pochodzi z powiatu Oszmiańskiego, liczy lat 45, były wojskowy ma dużo odznaczeń bojowych, poczynając od Krzyża Virtuti Militari. Studia ukończył w Wilnie. Żelazna wola, jaką posiada, doświadczenie życiowe rokują, że miasto wiele zyska mając tak poważnego przełożonego. A pracy w Klecku jest bardzo dużo. Zdolna i energiczna jednostka ma do zrobienia wiele, warunki są doskonałe.
Kurier Wileński nr 312 z dnia 13 listopada 1937r.
Kleck
1. Doceniając znaczenie należytego rozwoju spółdzielczości oraz podniesienie dobrobytu rolnictwa, przystąpić na członka Powiatowej Spółdzielni Powiatowej spółdzielni rolniczo 0-handlowej w Nieświeżu z udziałem 500 zł.
2. w związku z obchodem w dniu 17 października roku bieżącego 13 tej Rocznicy powstania Korpusu Ochrony Pogranicza w Klecku i biorąc pod uwagę ciężką i pełną poświęcenia służbę Korpusu Ochrony Pogranicza na straży granicy wschodniej Państwa, która jest i granicą gminy jednocześnie, oraz w uznaniu zasług Korpusu Ochrony Pogranicza w pracy kulturalno oświatowej na terenie gminy, który zdobył sobie tym samym uznanie i szacunek ludności gminy, Zarząd gminny uchwalił jednogłośnie: dla upamiętnienia tej rocznicy i zadokumentowania i pogłębienia istniejącego pomiędzy ludnością gminy a KOP współżycia, wyasygnować z sum gminnych kwotę 100 zł na kupno radioodbiornika dla strażnicy na terenie gminy kleckiej.
Słowo nr 80, Warszawa, dnia 13.04.1885r.
Słuck. Od kilku lat istnieje i nader prawidłowo rozwija się w naszym powiecie w miasteczku Klecku Towarzystwo Zaliczkowo Wkładowe. Przed kilku dniami właśnie otrzymaliśmy sprawozdanie z działalności rzeczonej instytucji w roku ubiegłym. Ze sprawozdania tego dowiadujemy się, iż towarzystwo wzrasta stale z rokiem każdym: gdy w pierwszym roku swego istnienia (1882) klecka kasa zaliczkowo wkładowa liczyła zaledwie 45 członków, a kapitał zakładowy nie przeniósł sumy 1500 rubli srebrnych w następnym zaraz roku to jest w roku 1883, liczba członków wzrosła niemal w dwójnasób (83), kapitał zaś zakładowy osiągnął pokaźną sumę 4.334 rubli srebrnych, a ogólne obroty kasy wyniosły z górą 39 tysięcy rubli.
Przechodząc z kolei do roku ubiegłego, a trzeciego istnienia towarzystwa, z przyjemnością zaznaczamy nowy postęp sympatycznej instytucji, a mianowicie: Członków towarzystwo rzeczone w roku 1884 liczyło 138, z kapitałem zakładowym 7.730 rubli srebrnych; obroty kasy w roku zeszłym wyniosły przeszło 80.700 rubli srebrnych. Dochód brutto w roku sprawozdawczym osiągnął cyfrę 1.745 rubli srebrnych, gdy wydatki nie przekroczyły 1.190 rubli srebrnych, dochodu więc czystego otrzymano 555 rubli srebrnych. Suma wkładów w porównaniu z rokiem 1883 niemal się podwoiła i osiągnęła cyfrę 6.000 rubli srebrnych.
Ogółem 47 osób lokowało swe drobne oszczędności w kasie Kleckiej. Powiększenie się liczby wkładów, jako też ich rozmiarów należy przypisać w części uchwalonym na zeszłorocznym zebraniu podniesienia stopy procentowej z pięciu na sześć procent, co dla okolicznych mieszkańców z klasy uboższej stało się wielką zachętą do lokowania w kasie towarzystwa zaoszczędzonego grosza.
Z przyjemnością też notujemy fakt, iż z liczby 108-u członków, którzy w roku zeszłym zaciągnęli w kasie pożyczki (na ogólną sumę 32.808 rubli srebrnych 50 kopiejek) zaledwie jeden okazał się niewypłacalnym , winien zaś był towarzystwu 50 rubli srebrnych. Na tegorocznym ogólnym zebraniu, na które przybyło 46 członków, prezes towarzystwa ogromną większością głosów został wybrany na nowe trienium. W zarządzie towarzystwa zaszło parę zmian nieznacznych.
GŁOS Tygodnik Literacko Społeczno Polityczny Warszawa, dnia 3 kwietnia (22 marca) 1897 r.
Kleck, powiat Słucki. Proces księdza Jana Jurgiewicza
Wileńskij Wiestnik podaje następujące wiadomości o sprawie proboszcza Kleckiego, Jana Jurgiewicza i o jego osobie. W tych dniach proboszcz Kleckiej parafii, ksiądz Jan Jurgiewicz, powrócił z Petersburga, dokąd jeździł wysłuchać raportu o swej sprawie, względem oskarżenia o fałszerstwo, na posiedzeniu kryminalno kasacyjnego departamentu rządzącego senatu z mocy swej skargi kasacyjnej na wyrok Mińskiego sądu okręgowego z dnia 7 listopada roku ubiegłego (1896r.) Senat, na posiedzeniu 3 marca, skasował całkowite śledztwo sądowe w sprawie księdza Jurgiewicza i odesłał ją na nowe rozpatrzenie co do istoty do Wileńskiego sądu okręgowego. Proces ten wskutek swej tendencyjności narobił dużo hałasu wśród miejscowego towarzystwa rosyjskiego i prawników i zawiera istotnie wiele ciekawego w szczegółach, warunkach otoczenia, a nawet w przebiegu swym przed sądem przysięgłych, dzięki właśnie charakterystycznej indywidualności podsądnego, który w guberniach wielkorosyjskich nie wyróżniałby się niczym z ogółu obywateli rosyjskich, podczas gdy u nas w kraju Północno Zachodnim skatoliczeni i spolszczeni miejscowi Rusini mający się za Polaków, są zdania, iż ksiądz katolicki nie może i nie powinien być obywatelem rosyjskim i odwrotnie. Ksiądz zaś Jan Jurgiewicz nie tylko uważa się za wiernego poddanego Rosji, lecz także w swej działalności pasterskiej przestrzega święcie słów apostoła Pawła: niech każda dusza ulega władzom naczelnym. Ojciec Jan Jurgiewicz jest szczerym i najgorliwszym pasterzem kościoła rzymsko katolickiego. Po skończeniu nauk w seminarium w roku 1862, ojciec Jurgiewicz został mianowany księdzem w miasteczku Ikaźni powiatu Dziśnieńskiego. Wtedy już młody ksiądz nie sympatyzował z majaczeniami swych politykujących współwyznawców i trzymał się na uboczu. W następnym 1863 roku gienerał gubernator Murawiew przeniósł go na lepsze miejsce, proboszcza kościoła parafialnego w Trokach, dla przykładu innym księżom nagrodził go medalem na pamiątkę 1863 1864 r. i przedstawił go do orderu św. Stanisława 3-ciej klasy. Ksiądz Jurgiewicz ze swej strony czynami usprawiedliwił taką ku sobie ufność najwyższej w kraju władzy cesarskiej i jako jeden z pierwszych księży, wraz z kanonikiem Mińskim Sęczykowskim, zgodził się odprawiać nabożeństwo dodatkowe w kościele po rosyjsku. Po roku 70-tym ojciec Jurgiewicz zgodnie ze swym życzeniem został przeniesiony do Klecka. Przed kilku laty oddał do gimnazjum w Słucku siostrzeńca swego Hieronima Nerońskiego, ponieważ jednak ten był za stary do klasy pierwszej, więc ksiądz Jurgiewicz w metryce zmniejszył mu o rok jeden lata w porównaniu z rzeczywistym jego wiekiem, zapisanym w księgach metrycznych kościoła Słuckiego. Nieporozumienia rodzinne pchnęły do denuncjacji bratową księdza Jurgiewicza, za czym poszło śledztwo i proces. Uratowały księdza Jurgiewicza dwa najwyższe Manifesty z 14 (26) listopada 1894 r. i 14 (26) maja 1896r., po których zastosowaniu ksiądz Jurgiewicz mocą wyroku sądowego skazany został tylko na pozbawienie wszystkich szczególnych i osobistych praw stanu. Lecz, jak powiedziano wyżej, senat rządzący skasował obecnie wyrok sądu okręgowego Mińskiego i sprawa będzie sądzona ponownie przez sąd w Wilnie.





Kurier Nowogródzki nr 69 z dnia 06.12.1931r.

Z posiedzenia Rady Miejskiej w Klecku.
Ostatnio w Klecku odbyło się posiedzenie Rady Miejskiej, na którym powzięto szereg uchwał o poborze dodatków do podatków państwowych na rzecz miasta Klecka, oraz dokonano zmiany statutowe do podatku samoistnego od przedmiotów zbytku na rok 1932 -1933.
Na tymże posiedzeniu rady miejskiej uchwalono stałe stypendium im. posła Ziemi Nowogródzkiej świętej pamięci Tadeusza Hołówko, ponadto uchwalono rezolucję potępiającą wystąpienie senatora Borha w sprawie dostępu Polski do morza.
Wybory nowego wójta gminy kleckiej (4 grudnia 1931 r.)
Wobec ustąpienia ze stanowiska wójta gminy kleckiej pana Antoniego Łapkowskiego, w bieżącym tygodniu odbyły się wybory nowego wójta gminy kleckiej, którym został wybrany pan Antoni Twarowski mieszkaniec wsi Babajewicze, gminy kleckiej.
W dniu 4 grudnia wybory wójta gminy zostały zatwierdzone przez starostę nieświeskiego.
Zaprzysiężenie nowego wójta gminy kleckiej, odbyło się w sobotę dnia 5 grudnia w urzędzie Starostwa nieświeskiego.
(Kurier Nowogródzki nr 69 z dnia 06.12.1931)
Dziatwa kupuje granatnik dla Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP-u). Dziatwa Szkoły Powszechnej w pogranicznym miasteczku Kleck z groszowych ofiar zebrała kwotę 600 złotych. Za pieniądze te dzieci uchwaliły zakupić granatnik dla miejscowego oddziału Korpusu Ochrony Pogranicza (9 Batalion KOP Kleck - dod. ZW). Przekazanie daru na dozbrojenie armii nastąpi w najbliższym czasie, przy udziale rodziców i przedstawicieli władz i zrzeszeń społecznych.

(Kurier Wileński, nr 157, z dnia 10.06.1938 rok)
Ilustrowany Kurier Codzienny nr 249 z dnia 09.09.1937r.
Biurokracja na pogorzelisku ?
Jak wiadomo, przed paru miesiącami pożar zniszczył prawie połowę pogranicznego miasteczka Klecka, w powiecie nieświeskim. Pogorzelcy w liczbie kilkuset dotąd gnieżdżą się w ocalałych stodołach i prymitywnie skleconych szałasach.
Do odbudowy spalonych domów dotąd nie przystąpiono wskutek braku pozwolenia, albowiem dotąd nie zostały zatwierdzone plany odbudowy (!).
"Ilustrowany Kurier Codzienny" Nr 170, z dnia 21.06.1937r. (Pożar Klecka miał miejsce dnia 17.06.1937r.) - Straszny obraz spalonego Klecka. Nasz korespondent wileński (Hr)donosi: Pożar w Klecku jest jedną z największych klęsk żywiołowych ostatnich lat na ziemiach północno - wschodnich. Miasteczko przedstawia straszny, przygnębiający widok. Rynek na wpół spalony, ulice, wzdłuż których sterczą sczerniałe mury i opalone belki i snujące się wśród tych dymiących wciąż jeszcze pogorzelisk sylwetki ludzkie sprawiają ogromnie przygnębiające wrażenie. Kilka tysięcy osób zostało bez dachu nad głową. Władze wojskowe poleciły rozbić namioty, gdzie pogorzelcy tymczasem znaleźli schronienie. Ranionych i poparzonych przewieziono do szpitala w Baranowiczach.
Kurier Wileński nr 59 z dnia z 28.02.1939r.
Kleck funduje ciężki karabin maszynowy (c.k.m.). Rada Miejska w Klecku uchwaliła jednogłośnie na jednym z ostatnich posiedzeń zakupienie ciężkiego karabinu maszynowego (c.k.m.)dla armii.
Na posiedzeniu omówiono też sprawę budowy remizy strażackiej i domu ludowego, które zostaną wybudowane po uzyskaniu długoterminowej pożyczki w PZUW.
"Kurier Wieleński" nr 41 z dnia 11.02.1937r. przyniósł nastepującą informację:
Nowy burmistrz Klecka. W Klecku powiatu nieswieskiego, rada miejska uchwaliła przed paru dniami budżet i wybrała burmistrza. Wybrano burmistrzem podpułkownika emerytowanego Witolda Chmielewskiego. Dotychczasowy burmistrz jan Kuroczycki zrzekł się godności ze wzgledu na zły stan zdrowia.
"Kurier Wileński wraz z Kurierem Wileńsko-Nowogródzkim" Nr 274, z dnia 5 października 1937 r. informował:
Powstał w Klecku komitet uczczenia XIII rocznicy objęcia przez Korpus Ochrony Pogranicza granicy Państwa Polskiego. Komitet wydał odezwę do obywateli miasta Klecka, podkreślając znaczenie KOP, oraz rozpisał listy ofiar na zakup radioodbiorników dla świetlic KOP. W skład komitetu wchodzą wszystkie organizacje społeczne.
Na cmentarzu znajduje się grób mojego dziadka Kazimierza Bułata z nagrobkiem w kształcie uciętego pnia drzewa.Może udałoby się komuś odnaleźć, to prosiłbym o informacje na temat miejsca, ewentualne zdjęcia mile widziane. bulat.catering@wp.pl serdecznie pozdrawiam Józef Bułat syn Józefa
Wybory do Rady Miejskiej w Klecku przeprowadzono 3 lipca 1927 r.
Wybrano na Burmistrza (powtórnie) Leona Bernowicza - profesora z poznania, który posiadał swój majątek w Zybkach koło Klecka.
Wybrano również 24 Radnych:
- 3 Polaków: I. Sławińskiego kierownik banku, Mariana Muszkat lekarz, J. Czubińskiego organistę;
- 1 Tatara Chali Jakubowskiego, rolnika, byłego urzędnika;
- 4 Białorusinów Ryhora (Grzegorza) Jakubionka, dyrektor Gimnazjum Białoruskiego w Klecku i 3 drobnych rolników;
- 16 Żydów Długacza, lekarz, 8 kupców, 4 rzemieślników, 2 przemysłowców i 1 fotograf.
Informowało o tym Życie Nowogródzkie nr 11 z lipca 1927 r. (S.Karlik)

Trzy lata później wybory mimo przewidzianego terminu nie odbyły się. Ludność miasta po rozmowie z przedstawicielami partii politycznych utworzyła jedną listę wyborczą. W skład Rady Miasta Klecka wszedł Tatar Adam Aleksandrowicz - rolnik.
Polacy na Białorusi - proszę o pomoc.

Na cmentarzu w Klecku są groby moich dziadków Jana i Felicji Dominikowskich którzy zmarli w marcu 1959 roku. Nigdy nie poznałam moich dziadków ale byłam przy ich grobie na cmentarzu w Klecku.
Może ktoś z mieszkańców pomoże w moim imieniu i odszuka groby i stwierdzi w jakim są stanie. Bardzo chętnie nawiążę kontakt na adres krystynaboczarska@interia.pl pozdrawiam
Wołocznik nazwisko rodowe

Od czasów starożytnych, odnoszenie sie z szacunkiem do swojego nazwisko jest oznaką dobrego tonu: znajomość historii rodziny wskazuje na szlachetność człowieka i jest oznaką szacunku dla pamięci o przodkach.
Tak więc przedstawiciel należący do rodu Wołocznik może być dumny ze swojego nazwiska jako cennego źródło historii rodziny: przekazywanego z pokolenia na pokolenie, nazwisko do dziś przechowuje pamięć o pochodzeniu człowieka.
Nazwisko Wołocznik jest charakterystyczne pomnikiem kultury słowiańskiej. Ono wywodzi swój początek z osobistego przydomku specjalnej nazwy, która podkreśla indywidualność przodka. Nazwy tego typu są szeroko reprezentowane w Onomastyce wschodnich, zachodnich i południowych Słowian.

Przezwisko - ciekawe zjawisko językowo-kulturalne, które występuje u wszystkich narodów świata. Według niektórych informacji przezwiska przydomki były historycznie pierwszym rodzajem osobistego nazewnictwa, na które popyt nie został wyeliminowany, nawet wraz z pojawieniem się indywidualnych imion osób. Imiona często się powtarzały, a zatem nie zawsze były łatwe do identyfikacji człowieka.

Przydomki tym samym z większą precyzją pozwalały oddzielić od wspólnoty ludzi, konkretną osobę, wskazując na niektóre z jego znaków rozpoznawczym: cechy wyglądu, charakteru, zachowania, zawodu lub rodzaju zajęcia, narodowości czy miejsca, z którego pochodził człowiek.

Nazwisko Wołocznik utworzone jest z tego samego przydomku. Według jednej wersji, jest to związane ze słowem "wołoczok" ("wołok"), które oznacza małą sieć do połowu ryb w płytkich miejscach, a także liny, za pomocą których ciągnie się stosy siana lub kłody drewniane z jednego miejsca do drugiego. Ponadto, w dawnych czasach Wołoczko nazywano miejsce najbliższego styku dwóch żeglownych rzek, gdzie statkami przewożono ludzi i towary z jednej do drugiej.

Naukowo przydomek Wołocznik odnosi się do tak zwanych "profesjonalnych" nazw, wskazujących na rodzaj działalności człowieka. Dlatego, założyciel rodu Wołocznik może być rybakiem, pracownikiem na morskim statku, może wykonywać sieci lub specjalne liny.

Mniej prawdopodobne, że przydomek pochodzi z dialektu od słowa Wołoczaj - "ten który włóczy się" . Jest prawdopodobne, że ten przydomek nadano człowiekowi powolnemu, niecierpliwemu.

Już w XV-XVI wieku rozpoczyna się proces przekazywania z pokolenia na pokolenie, pierwszych nazwisk, w których podkreślono, przynależność osoby do danej rodziny. Ono na przykład wskazywało na nazwisko głowy rodziny. W rezultacie przydomek przypisany do człowieka utrwalał się u jego dzieci i domowników, uformował się z różnymi przyrostkami.

W formowaniu słowiańskich nazwisk używano różnych formantów: przyrostków przynależnych (-ow/-ew,-in, -skij/-ckij), przyrostki zdrobnieniowe(-onok/-enok, enko,-ko,-ec,-ek, -uk, -czik, -enja), przyrostk ojcowskie (-owicz/-ewicz,-icz), i inne. Czasem nazwisko głową rodziny przekazywane potomstwu w niezmienionej formie.

Więcej informacji na temat przedstawicielach rodziny Wołocznik znajduje się w różnych dokumentach archiwalnych. Tak więc, w archiwach Towarzystwa białoruskiego "Memorial", figuruje Polka Wołocznik Irena córka Aleksandra., urodzona w 1921 roku w Klecku, rejon Baranowicze.
A w Księdze Pamięci regionie Tomsk wymieniono Białorusina Wołocznik Pantelejmon syna Włodzimierza, urodzonego w 1906 w polskim mieście Kleck.

Oczywiście, nazwisko Wołocznik stanowi niezwykły pomnik kultury słowiańskiej. Jednak proces tworzenia każdego osobnego nazwiska mógł być długotrwały i nie zawsze miał związek z tylko jedna miejscowością, dlatego na koniec mówimy o upływie czasu i miejscu pochodzenia rodziny Wołocznik może opierać się jedynie na poważnych badaniach genealogicznych.
Jeszcze trochę o prześladowaniach rodziny Wołocznik przez Niemców. Nie znam dokładnie życia w Klecku pod okupacją niemiecką nawet data wkroczenia Niemców do Klecka jest różnie podawana od 25 do 27/07.1941r. Wiem, że mój wujek Jan Wołocznik ur. 1921 został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec, do Lipska gdzie pracował w fabryce samolotów Messerschmit. Przeżył wojnę i doczekał się wyzwolenia przez Anglików, wyjechał do Anglii do Glasgow i pracował w kopalni. Do Polski wrócił w latach 1950 polskim statkiem pasażerskim "Stefan Batory". Z rodziny Włodzimierza Wołocznik syna Andrzeja, który zmarł w Klecku w 1937r. dwóch jego dzieci Wacławę i Józefa Wołocznik zamordowali hitlerowcy w Obozie Śmierci w Kołdyczewie koło Baranowicz w ostatnich dniach czerwca 1944r podczas likwidacji obozu.
W naszej rodzinie nie było szlachciców, ale to nie przeszkadzało, aby nie żeniono się z pannami pochodzącymi ze zubożałych polskich rodzin szlacheckich tzw. szlachty zaściankowej. Mój pradziadek Józef ożenił sie z Michaliną Kuroczycką (Kuroczyccy herbu Samson), a dziadek Włodzimierz ożenił się z Marią Żmijewską (Żmijewscy herbu Ślepowron). Myślę,że to te dzielne kobiety przyciągnęły Wołoczników do wiary katolickiej.
W wykazie osób represjonowanych za czasów stalinowskich znajduje się nazwisko Wołocznik Pantalejmon ur. 1904r w Klecku, wyrokiem trójko OSO skazany w 1937r. na karę śmierci za działalność szpiegowską na rzecz Polskiej Organizacji Wojskowej. Nie wiem z których Wołoczników ten Pantalejmon, prawdopodobnie Andrzej Wołocznik miał brata Antoniego?! Może to z tej gałęzi Wołoczników. W przekazach rodzinnych nic nie mówiło się o innej rodzinie Wołoczników może byli skłóceni? Mógł powstać konflikt na tle wiary. Moja rodzina była katolicka, a wiem, ze część rodziny Wołocznik była prawosławna. Brat mojego dziadka Aleksander prawdopodobnie był prawosławny.
Mój dziadek Włodzimierz Wołocznik brał udział w I wojnie światowej jako żołnierz 10 Imperatorskiej Rosyjskiej Armii cara Mikołaja II, w 1916 pod Grodnem dostał się do niewoli niemieckiej wraz ze 100 tys. żołnierzy zaboru rosyjskiego (w tym wielu Polaków, Białorusinów). Spędził w niewoli niemieckiej 3 lata pracując jako górnik w kopalni na Śląsku wówczas niemieckim. W 1919 r. wrócił do Klecka, do wioski Zubki tam do 1930r. był zarządcą w majątku Pani Bernowiczowej. W 1930r. urodził się mój ojciec Jerzy i cała rodzina przeniosła się do Klecka na ul.Zawalną. Mój dziadek był manszardem, chodził po domach i zbierał zamówienia na obrazy. W związku z tym, że okolice Klecka były bardzo biedne często podróżował daleko od Klecka. Rodzinnym zawodem było szewstwo w Polskiej księdze zawodów z 1929r. figuruje nazwisko Wołocznik W. - szewc w Klecku.
Historycznie biorąc rodzina Wołocznik - nazwisko pochodzi od włóka -dawna jednostka powierzchni którą można było zaorać (włóczyc) przez cały dzień. W słowniku rosyjskim wyrazów mało znanych nazwisko Wołocznik - wywodzi się od "ziemliomir" mierzący ziemię dziś powiedzielibyśmy geodeta, mierniczy. W przekazach rodzinnych protoplastą rodziny był żołnierz (rycerz) na służbie księcia Radziwiłła Andrzej (Andriej), który otrzymał dużo włók za zasługi wojenne. Poszukując różne archiwa i stare książki nie natrafiłem na nazwisko Wołocznik w powiązaniu z Radziwiłłem. Brak jest dowodów nadania szlachectwa. Prawdopodobnie Andrzej otrzymał dużo włók, ale do pomierzenia, być może brał udział w reformie włócznej królowej Bony na nowogródczyźnie w początkach XVI w. W słowniku nazwisk polskich "Wołocznik" - podkreślane jest brzmienie ukraińskie nazwiska. O przodkach z Ukrainy o tym nazwisku nic nie wiem. Jeżeli ktoś ma jakąś wiedzę na ten temat chętnie podejmę korespondencję.
Rodzina Wołocznik mieszkała do 1945 r. w Klecku na ul. Zawalnej 62, po pożarze Getta Żydowskiego 21/22/07/1942 Dom się spalił i przenieśli się na ul. Zaułek Słoneczny 8

*
*
*
*

,