Wieś szlachecka /z wyjątkiem paru gospodarstw włościańskich, dawnych poddanych Karpowiczów/, położona w gm. Płotnica, przy linii kolejowej Baranowicze - Sarny. Ziemia piaszczysta, licha, gospodarstwa dość ubogie. We wsi była szkoła i kościółek drewniany, ośrodek parafii katolickiej w Osowie.. W kościele znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej. Znany był szeroko w bliższej i dalszej okolicy. Poczucie odrębności stanowej u tamtejszej szlachty było bardzo silne. Z włościankami w związki małżeńskie szlachcice nie wchodzili. Byli dumni z przynależności do stanu szlacheckiego. Mówili o swoich przydomkach, herbach i pochodzeniu szlacheckim. Ludzie żyjąc w trudnych czasach, opowiadając o swojej biedzie, o niedostatku rzucali luźne uwagi "o nas zapomnieli", "my tu tak żyli jak nie w Polsce, ale na wygnaniu. /rząd mało się interesował Polesiem/. Ukraińcy mieli więcej swobody i katolików mieli za nic. Mówili, że śmiali się z nich chłopi: -"No i szczo wam dała wasza Polsza ?. Na co szlachta: Widzicie, choćby nam w Polsce i gorzej było jak dawniej, ale Polska to rodzona matka, nie macocha, a u matki choć i nie bardzo, to zawsze jednak lepiej jak u macochy". - "Praudu każut" - pomrukiwali chłopi. ”. Obrzędowość rodzinna poleskiej szlachty zagrodowej posiadała wiele momentów archaicznych, niespotykanej w Polsce centralnej. Język "poleski"/gwara Poleska/ był mieszaniną języka polskiego, ukraińskiego, białoruskiego i rosyjskiego. Język "poleski" w różnych miejscowościach często różnił się nieznacznie od siebie. LEGENDY. Podczas zaboru rosyjskiego chciano kościółek zamienić na cerkiew. Ludność , nie tylko mężczyźni ale i kobiety, nie pozwoliły otworzyć drzwi. Mówią, że jeden z popów tam przysłany, który usilnie zabiegał o zajęcie cerkwi, za karę dostał pomieszania zmysłów. Inny pop, Taranowicz, który również gwałtem chciał zająć kościół, zmarł na galopujące suchoty, a cała jego rodzina wyginęła marnie. Wypadki te uważane były za interwencję sił nadprzyrodzonych. Opowiadali również o innych "znakach". Pewnego razu, gdy wesele prawosławnych jechało przez wieś panna młoda przeżegnała się, mijając kościół. Pan młody śmiał się z niej ,a ona mówi, że to przecież kościół. - To nie kościół, to świniniec - odparł pan młody. Gdy tylko wyjechali poza wieś konie poniosły, rozbiły wóz i pobiły bluźniercę tak, że wydawał się martwym. Gdy o tym dowiedziała się matka panny młodej, pobiegła do kościoła i w szparę wsunęła rubla, po czym przybiegła do zięcia, dotknęła go ręką i ten ożył -" tylko mu piana poszła z ust" Kończąc, mówią: " Ot był cud. Taki to nasz kościółek". Mówią również, że gdy Połchowski, jeden z miejscowych gospodarzy, mając nieuleczalnie chore konie, zaszedł do kościoła i pomodliwszy się włożył rubla w szczelinę ściany, nazajutrz rano konie były już zdrowe. Inni powołują się na to, że gdy ks. biskup Łoziński, będąc w Rosji Sowieckiej, oddał się w opiekę Matce Boskiej Osowskiej - wrócił szczęśliwie do kraju. Po powrocie pierwsze nabożeństwo miał w Osowie. O wypadkach tych rozwodzą się dlatego. że cudowny obraz Matki Boskiej Osowskiej mógłby się stać dla części Polesia polskiego przedmiotem kultu i oddziaływać przez to i na ludność prawosławną. Mógłby stać się jednym z ważnych atutów w akcji kleru katolickiego na Polesiu.
2012-11-21 Zbigniew Junkiewicz